Różowe pióra, żrąca woda i drzemiące wulkany. To wszystko w filmowej wycieczce zorganizowanej przez BBC i Cinematic Orchestra.
Od lat nałogowo połykamy dokumenty przyrodnicze, a więc wydawało nam się, że raczej trudno nas zaskoczyć czymś nowym. A tu proszę, niespodzianka.
„Crimson Wing: Mystery of the Flamingo” („Karmazynowe skrzydło: Tajemnica flaminga”) to starsza produkcja BBC, jednak dopiero niedawna reedycja przyniosła jej zasłużony rozgłos. Jest to pod wieloma względami nietypowe, ambitne dzieło, które umiejętnie balansuje między filmem przyrodniczym a artystycznym, audio-wizualnym projektem.
Słowem – czeka Was smakowita uczta dla oka i ucha, z chilloutem duszy w bonusie.
Ale po kolei.
Miejsce
Film przedstawia roczny cykl egzystencji kolonii flamingów na jeziorze Natron w Tanzanii. Obszar odznacza się ożywioną aktywnością wulkaniczną, która stwarza tutaj ekstremalne warunki i wyzwania. Woda osiąga temperaturę 70 stopni i pH 10,5, a po wyschnięciu pozostawia agresywny osad soli oraz minerału natron (od którego pochodzi nazwa jeziora).
Dla wielu zwierząt takie warunki są nie do przejścia – i właśnie dlatego ściągają tutaj flamingi, by wychować młode z dala od większości drapieżników.
Obraz
Tłem dla scen z życia różowych bohaterów są surowe, dramatyczne (i niezwykle fotogeniczne) widoki na okoliczne jeziora i wulkany.
BBC znane jest z zatrudniania najlepszych operatorów kamery w branży, jednak tym razem przeszła samą siebie. Praktycznie z każdej klatki filmu można zrobić idealną tapetę na pulpit – począwszy od ujęć tańców godowych, po płynne przeloty nad zjawiskowymi krajobrazami.
Lustrzane tafle, abstrakcyjne wzory kreślone przez wodę i sól, różowa masa setek tysięcy flamingów. Cuda, wianki.
Głos
Aby dodatkowo wzmocnić estetyczne doznania, twórcy filmu podeszli dosyć nieszablonowo do narracji. Ta odbiega od tradycyjnego, suchego przekazywania faktów – na korzyść poetyckich opisów i metafor.
Narratorka oszczędnie operuje słowem oszczędnie i nieinwazyjnie, ustępując miejsca magii obrazu i dźwięku.
No i właśnie…
Muzyka
Świetnym posunięciem było zaangażowanie kultowej brytyjskiej formacji Cinematic Orchestra, która od lat eksploruje pogranicza jazzu, elektroniki i kompozycji symfonicznych (tu przykład). „Cinematycy” także i tym razem nie bawili się w półśrodki – na potrzeby filmu powstało 12 nowych kompozycji, które rozmachem i różnorodnością aranżacji w pełni dorównują innym płytom z dyskografii kapeli.
Ok, jesteśmy zagorzałymi i bezkrytycznymi fanami twórczości tego zespołu, a więc z góry przepraszamy za poniższą dawkę superlatywów. Muzyka do „Karmazynowego Skrzydła” po prostu wymiata i z miejsca wbija na top 10 naszych ulubionych ścieżek dźwiękowych.
A czego można posłuchać?
Płytę i film otwiera krótka tytułowa kompozycja nadająca ogólny ton całej ścieżce. Na jej podstawie można wywnioskować, że muzycznie będziemy się poruszali w klimatach twórczości Thomasa Newmana („Droga do zatracenia”) czy Ludovico Einaudi.
Jeżeli Wam mało, to motyw powraca później w pełnowymiarowej wersji. Tym razem aksamitnego głosu użycza Lou Rhodes, wokalistka formacji Lamb, która w swoim czasie konkurowała takim gwiazdom, jak Massive Attack, Portishead, Morcheeba itede itepe. Być może znacie jej piękną, trip-hopową balladę „Gabriel”.
Ale wracamy na jezioro Natron. Lou i flamingi. Cieszcie ucho.
Dalej jest tylko lepiej. Scenie wykluwania się piskląt towarzyszy delikatnie rozwijająca się kompozycja, w której muzyczny temat stopniowo przechodzi od fletu przez obój (och!), przez różne dzwonki i elektryczne pianina, by po smyczkowej eskalacji wyciszyć się na fortepianie.
Przez film kilka razy przewija się melodia „Arrival of The Birds”, którą niektórzy z Was mogą kojarzyć z filmu biograficznego „Teoria Wszystkiego” (2014) o życiu fizyka Stephena Hawkinga.
Ścieżka dźwiękowa daje też radę w dramatycznych scenach. Gdy w kolonii ląduje marabut, by pożywić się na osłabionych pisklętach, jego krwiożercze zamiary i upiorny wygląd doskonale podkreśla temat muzyczny zagrany na fagocie. Wyborny, złowieszczy kawałek.
Własnego tematu muzycznego doczekała się także hiena, która poluje na ptaki przy obrzeżach kolonii – tym razem napięcie budują smyczki z bongosami żywcem wyjętymi z kryminału z lat 70.
Wypada tutaj wspomnieć, że filmowa wersja utworów różni się w szczegółach od oryginalnej ścieżki dźwiękowej (niestety często na gorsze). Jeżeli chcecie więc w pełni docenić wszystkie jej smaczki, po obejrzeniu filmu warto przesłuchać samą płytę.
Użytkownicy Spotify mogą to zrobić od razu.
Warto?
Jasne, że tak. Nie tylko my ulegliśmy urokowi tej produkcji – użytkownicy Filmwebu oceniają ją na 8 z 10 punktów, na portalu RottenTomatoes „Karmazynowe Skrzydło” otrzymało aż 82%.
A więc stwierdzamy z dużą dawką pewności – jeżeli lubicie dokumenty przyrodnicze, potraficie docenić bezbłędny filmowy warsztat i/albo jesteście fanami Cinematic Orchestra, to na pewno nie pożałujecie tych 70 minut spędzonych przed ekranem.
No to lećcie. Flamingi czekają.
zdjęcia: materiały promocyjne BBC / Disney
9 komentarzy
Mmalena
23/02/2017 at 14:10Zaciekawiliście mnie. Muzyka rzeczywiście robi wrażenie i na zajawce można wyczuć to idealne dopasowanie. Zdjęcia kadrów i to co przez niespełna dwie minuty udało się obejrzeć zachęca. Najchętniej uciekłabym teraz z pracy i zaczęła oglądać ;-)
Paweł
23/02/2017 at 22:09Piękne ujęcia. Zdecydowanie zachęciliście mnie tym tekstem!
Diana Marszewska
26/02/2017 at 00:12Ale ciekawy wpis! :) Oglądnęłam właśnie trailer i naprawdę robi wrażenie – jeszcze z tą muzyką! Muszę to obejrzeć! Naprawdę dzięki za info, bo nie słyszałam o tym dokumencie w ogóle!
Aleksandra
03/03/2017 at 23:17Film musi być piękny, tak jak piękne są flamingi :)
Migotka
22/03/2017 at 10:18Przepięknie to wygląda, z chęcią pójdę jak mi się uda znaleźć w którymś kinie!
domis91
06/04/2017 at 21:32Świetna muza! :D
Alicja
22/04/2017 at 11:37Film robi ogromne wrażenie, miałam okazję go oglądać i jest najlepszy jaki do tej pory widziałam. Polecam
Leszek
30/05/2017 at 19:41Intrygujące! Dzięki za zwrócenie uwagi …
Marek_R
09/07/2017 at 13:49Uwielbiam te ptaki :D